Kamila

Prawdziwe historie

Kamila, lat 19 -15kg

Konsultant prowadzący – Centrum Odchudzania Cambridge Katowice

O kimś, kto nie potrafił latać, bo ważył za dużo

„Jestem ładną dziewczyną, która wie, czego chce w życiu. Wygląd to coś, co pomoże mi dotrwać do celu. Chcę pokazać koleżankom, którym przydałaby się dieta, że my też możemy. Odchudzanie to nie domena starszych kobiet, które mają troje dzieci i rozstępy na pupie. Tu chodzi o nasze zdrowie, o nasze życie. Mamy być atrakcyjne dla satysfakcji samych z siebie....”

Jestem szczęśliwa, jestem szczęśliwa, jestem naprawdę szczęśliwa… ponoć, gdy wciąż powtarzasz sobie jakieś kłamstwo, zaczynasz w nie wierzyć. Staje się ono częścią Twojego życia, wtapia się w Twój umysł i tam wegetuje, aby w każdej chwili być gotowym wypłynąć na powierzchnię Twoich myśli, zawładnąć nimi i znów sprawić, że w nie uwierzysz. Kłamstwo, wżerające się w Twoją duszę, pasożytujące na fatamorganach Twojego umysłu. Co za bezczelność, że takie robactwo jest gdzieś w środku, czujne i gotowe, aby zaatakować.
Karmiłam go codziennie rano, gdy wstawałam z łóżka. Gdy spoglądałam w lustro i widziałam te fałdy tłuszczu, ale nie chciałam o nich WIEDZIEĆ. Patrząc sobie w oczy, próbując się uśmiechnąć i funkcjonować. Każdego dnia, gdy ubierałam spodnie, luźną koszulkę i bluzę, bo to przecież mój styl, taka jestem. Chciałam ukryć to, co pod ubraniem, ten wstyd, że tak wyglądam, a nie inaczej. Codzienna walka o to, aby nie pogrążyć się w smutku, więc wołałam tę roślinę wewnątrz umysłu, przed wyjściem jeszcze raz rzucałam okiem na swoje odbicie, i mówiłam sama do siebie: Jestem szczęśliwa.
Kłamstwo znów stawało się prawdą na kolejny dzień w szkole.

O TYM, JAK ZACZĘŁAM TRACIĆ SIEBIE

Trudna sytuacja w domu, moje zamiłowanie do czytania i jedzenia. Smutki, topione w kolejnych stronicach książek i słodyczach. Wieczne przeżuwanie problemów i zero ruchu, były początkiem mojego upadku. Z całkiem ładnej, zgrabnej jak na swoje lata, trzynastolatki, powoli stawałam się czternastoletnim monstrum, wpychającym w siebie słodycze, pyszne obiadki i chipsy. Uwielbiałam popołudnia i wieczory nad kolejnym opasłym tomiskiem i paczką draży. Paczką?! Dwiema. Czasem, gdy starczyło pieniędzy, trzema.
A obok wykwalifikowana mama-dietetyk, widząca to, co się ze mną dzieje i która nijak potrafiła mi pomóc. No bo jak, kiedy nie ma chęci i zaangażowania drugiej strony? Wypychała mnie na dwór, do znajomych, ale z drugiej strony wiedziała, dlaczego czytam i jem, i nie protestowała. Miłość zwyciężyła nad rozsądkiem, a ja z tego skwapliwie skorzystałam, jedząc i tyjąc. Kiedyś, a było to w pierwszej gimnazjum, mama w kłótni powiedziała, że jestem jej największą zawodową porażką.
Zabolało.
Stałam i patrzyłam na nią, na moją szczupłą i atrakcyjną mamę, wówczas kobietę przed czterdziestką, która pomaga dziesiątkom ludzi, a nie która nie potrafiła uchronić przed katastrofą własnego dziecka. Wtedy to mało dla mnie znaczyło, uważałam się za normalną nastolatkę, a codzienne kłamstwa utwierdzały mnie w przekonaniu, że wszystko jest ok.
Nie było.
Kiedy w moim życiu wszystko się unormowało, zastanowiłam się nad samą sobą. W połowie drugiej gimnazjum stanęłam przed lustrem, zamknęłam oczy i postanowiłam, że zobaczę PRAWDĘ, gdy je otworzę. Głęboki oddech nie uspokoił rozkołatanego serca, a gdy moim oczom ukazało się odbicie dziewczyny ze smutną twarzą i niezgrabną sylwetką, prysły kłamstwa, do tej pory żyjące w moim wnętrzu. Uważnie prześledziłam swoje ciało, obejrzałam je z każdej możliwej strony, a potem pomyślałam, jaka jestem. Kiedy ta pewna siebie, uparta i uśmiechnięta dziewczyna stała się tylko grą, wiecznym spektaklem, odgrywanym przed znajomymi, aby ukryć tę drugą „mnie”, smutną i nieszczęśliwą, niezadowoloną ze swojego wyglądu?
Zenon z Kition powiedział Dopiero w samotności człowiek naprawdę jest sobą. I wtedy, tego dnia w pustym domu, zdałam sobie sprawę z tego, co zrobiłam sama sobie, jak bardzo skrzywdziłam swoje ciało i duszę, i ile muszę teraz odpokutować, aby znów odzyskać prawdziwą wiarę w siebie, uśmiech na twarzy, nie kryjący grymasu bólu albo głodu.
Mama bardzo mi pomogła. Ta pierwsza, świadoma dieta w moim życiu, udowodniła mi, że potrafię, że dam radę poradzić sobie sama ze sobą. Starannie dobrane posiłki, upór i głębokie postanowienie poprawy swego wyglądu, pomogły mi zrzucić około 10 kg. Stałam się piękna, szczupła, uśmiechnięta, z prawdziwą przyjemnością spoglądałam z lustro, chociaż na efekty musiałam czekać. Mozolne panowanie nad własnym apetytem, wieczne wyrzeczenia i ulubione słodycze, łypiące na mnie zza sklepowych witryn. Jednak wytrwałam i po dwóch miesiącach koleżanki zazdrościły mi mojej figury. Ta zawiść w oczach była dla mnie największą nagrodą. I ta świadomość, że zrobiłam tak dużo w tak krótkim czasie.
Nic nie trwa wiecznie.

PIERWSZY KOPNIAK W TYŁEK

Nie utrzymałam wagi. Spoczęłam na laurach i znów jadłam. Nie, żarłam, pochłaniałam. Byłam jak potwór, wpychający w siebie jedzenie i znów przytyłam. Ale co mi tam! Zawsze widzę lepsze strony medalu, a i do swojego ciała znów nie podchodziłam krytycznie, ale z łagodnością i zadowoleniem, że zachowało jędrność i kobiece kształty, których nie miały moje koleżanki. W trzeciej gimnazjum zauważył to też pewien chłopiec. Oboje znaliśmy się długie lata, więc to było całkiem naturalne, że na przełomie naszego życia, między wyborem szkół, zbliżyliśmy się do siebie. Oboje ambitni, wygadani, inteligentni…
Poszliśmy do liceów o różnych profilach, a jednak spotykaliśmy się, nie jak koleżanka z kolegą, ale chłopak z dziewczyną i, być może, było to moje pierwsze zauroczenie. Byłam przekonana o tym, że on chce mnie taką, jaką jestem i nie zwracałam uwagi na swój wygląd. A jednak. A jednak nie wytrzymał ze mną i pewnego dnia po prostu nie przyszedł. Był listopad, potem grudzień i zrozumiałam, że on już nigdy nie przyjdzie.
Była ładniejsza? Bardziej błyskotliwa? Chwytała w lot każdy żart, myśl? Była… szczuplejsza…?
Dlaczego ja taka nie byłam?! Po raz kolejny zaczęłam jeść bez umiaru.
Człowiek tak łatwo unosi się na powierzchni wydarzeń. Przybiera kilogramy, rośnie wszerz i nie mieści się w ubrania. Przestałam się mieścić i ja. Kolejne kupowane spodnie, kolejna paczka draży, chipsów, ciastek… wieczór nad książką czy telewizorem i pozorne szczęście, którego się uczepiłam, bo nie pozostawało mi nic innego. Rysowanie szczupłych kobiet w pięknych strojach i marzenia, że ja tez takie kiedyś ubiorę, że wyjdę w lato na ulice w sukience i nie obetrę sobie ud do krwi. Zapach śmierdzącego potu, wypływającego z tego ohydnego ciała, którego nienawidziłam. Już nawet nie spoglądałam w lustro, omijałam je z daleka albo odwracałam twarz, aby nie patrzeć na siebie, na to, co z sobą zrobiłam.
I ta świadomość, że inni widzą to samo. Znów wyhodowałam swojego robaczka, aby pomagał mi przetrwać dzień w szkole, rodzinną imprezę, spotkanie z przyjaciółmi. Ta dziewczyna, którą znali, była przecież taka sympatyczna, wyrozumiała, pełna energii i humoru, a w środku darła swoje ciało na strzępy i kawałki, wyrzucała sobie, że jest obrzydliwa i pałała do siebie nienawiścią tak ogromną, że nic nie potrafiło jej ugasić.
Była nieszczęśliwa.

MOCNE POSTANOWIENIE I PIERWSZE ŁZY

Teraz jestem w klasie maturalnej. Powoli przygotowuję się do tego ważnego egzaminu, wychodzę na prostą. Mam Mamę, która robi wszystko, aby mi pomóc i Tatę, który dodaje otuchy, a także psa, polującego na kubek po tytce, bo bardzo lubi posiłki Cambridge.
Introspekcja, spowiedź, oczyszczenie… dieta, trwająca od 12 listopada, mniej więcej 74 kg, a nawet i wcześniej, zrzucane kilogramy. To była decyzja całej rodziny, która chce wyglądać świetnie i tak tez zrobiliśmy. Ogołociliśmy lodówkę, która teraz stoi pusta. Już od trzech tygodni żyjemy na, tzw. wodzie i prześcigamy się w spadku wagi. W pierwszym tygodniu dobitnie uświadomiłam sobie, że byłam uzależniona od jedzenia. Moje myśli wciąż obracały się wokół draży i chipsów, ciastek i obiadów, jakby cały świat ograniczał się tylko do tego aspektu życia. Bardzo cierpiałam, ale poradziłam sobie i z tym, co podbudowało mnie ogromnie i dało nadzieję, że tym razem zmienię swoje życie.
Czuję, że robię coś tylko dla siebie, aby być piękna, zgrabna, aby być jak „+100 do lansu”. Potrafię wreszcie uśmiechnąć się do lustra i powiedzieć sobie Fajna z ciebie dziewczyna, Garusówna. Przede wszystkim jednak – mogę się ubrać. Wyciągam z szafy cichy sprzed lat i spadają ze mnie, więc widzę, że chudnę. W szkole znów zazdroszczą mi figury, efektu i samozaparcia. Dieta dała mi ogromną satysfakcję, pokazała mi, że potrafię ograniczyć się i kontrolować.
Były chwile załamania, to oczywiste. Szczególnie, jak byłam sama w domu, płakałam nad „kakao” i chciałam kotleta schabowego. Ryczałam, że to już koniec, że nie umiem, że się poddaję. Ale wypiłam to „świństwo” i trwałam dalej na dietetycznym posterunku.

OBUDZONE DZIEWCZĘ

Jestem ładną dziewczyną, która wie, czego chce w życiu. Wygląd to coś, co pomoże mi dotrwać do celu, do upragnionych 60 kg. Chcę pokazać koleżankom, którym przydałaby się dieta, że my też możemy. Odchudzanie to nie domena starszych kobiet, które mają troje dzieci i rozstępy na pupie. Tu chodzi o nasze zdrowie, o nasze życie. Mamy być atrakcyjne dla satysfakcji z samych siebie. Możemy przecież osiągnąć coś więcej niż dobry seks z chłopakiem.
Co najdziwniejsze, najmniej dbają o siebie właśnie dziewczyny w stałych związkach, co zauważyłam dosyć dawno temu. Słyszałam niedawno od jednej z nich Ja nie muszę się odchudzać. Ta miało być ukazanie wyższości nade mną, dziewczyną, która nie boi się przyznać JESTEM OTYŁA. A ta druga? Wcina tabletki antykoncepcyjne i puchnie mi w oczach. Nie pomogą nowe dżinsy i koszulki, nie pomogą pasemka we włosach i „ciążowe koszulki”. Odrobina wysiłku. Spojrzenie w lustro, jak ja kiedyś i przyznanie OKŁAMUJĘ SIEBIE.
Pora się obudzić.
Ja otwarłam swoje oczy i wiem, jak wiele mogę zyskać na tym, co robię. Dążę do celu z uporem i zawziętością, o jaką siebie nie posądzałam i wiem, że tym razem zrobię to porządnie. Schudnę tyle, ile trzeba, będę wyglądała świetnie.
I na studniówce wszystkim opadnie szczęka, a ja będę się śmiała z ich opieszałości.
I dobrze mi z tym.

Kamila