Joanna

Prawdziwe historie

Joanna Podciechowska, –27 kg

Konsultant prowadzący – Sylwia Bednarczyk, Kilogramy.pl

Dieta okazała się super wygodna i przez to była fantastycznym rozwiązaniem dla mnie. Przy dużej ilości pracy nie musiałam myśleć o zakupach, gotowaniu, przygotowywaniu jedzenia na 3 dni z wyprzedzeniem. Miałam zawsze batonika bądź napój ze słomką w torebce. Stu procentowe pokrycie zapotrzebowania na witaminy i mikroelementy, które zapewniały 3 posiłki diety Cambridge dziennie sprawiły, ze coraz lepiej wyglądała skóra, włosy, paznokcie. Miałam świadomość, że każda komórka mojego ciała się regeneruje i odzyskuje nowe, lepsze życie.

Nigdy nie należałam do osób szczupłych, chociaż zawsze byłam osobą aktywną. Przez lata walczyłam ze zbędnymi kilogramami stosując najrozmaitsze diety i uprawiając sporty. Efekty były różne i trwały różnie długo. Nie mogłam zrozumieć dlaczego ja, taka aktywna, zawsze w ruchu, zapracowana, nie jedząca dużo (???) wciąż mam tendencję do tycia. Wystarczyło na chwilę odpuścić i się zapomnieć, a waga rosła. Doprowadzało to do frustracji i błędnego koła. Niestety studia medyczne i konieczność spędzania większej ilości czasu w książkach robiły swoje. Potem praca w szpitalu, stres, odpowiedzialność, nocne dyżury, nieregularny tryb życia sprawiły, że tendencja, mimo okresów walki i wyrzeczeń, była cały czas wzrostowa. Brak czasu na przygotowywanie zdrowych posiłków, zbyt częste sięganie po kawę, ciastka i czekoladę, której w gabinecie lekarskim nigdy nie brakowało, dojazdy do pracy samochodem, zajadanie stresu na nocnych dyżurach tzw. błyskawicznymi posiłkami, zapychanie się zawsze dostępnym chlebem ze szpitalnej kuchni, jedzenie w pośpiechu, nieregularnie, często przed snem, odsypianie w ciągu dnia, stopniowa rezygnacja z wysiłku fizycznego, imprezy z dużą ilością alkoholu, a w końcu złamanie ręki na snowboardzie i nakładające się problemy w domu i w pracy sprawiły, że w grudniu 2011 miałam BMI kwalifikujące mnie zdecydowanie do otyłości pierwszego stopnia!!! Dramat!

Byłam przerażona. Codziennie towarzyszyło mi złe samopoczucie, ospałość, rozdrażnienie i zmęczenie, zauważalny spadek wydolności fizycznej, wieczne niezadowolenie z siebie i wyglądu. Do tego dochodził stres przy przymierzaniu ubrań, coraz większa półka rozmiarowa (doszłam do 46), wycofanie z życia towarzyskiego, unikanie wyjść i spotkań. No i wieczne wyrzuty sumienia, że coś się je (ale skąd to tycie skoro ja przecież wcale nie jem tak dużo!). Dodatkowo świadomość wszelkich chorób, do których prowadzi otyłość: choroby układu krążenia, w tym choroba wieńcowa i nadciśnienie, udary mózgu, cukrzyca, choroba zwyrodnieniowa stawów, zwiększone ryzyko zachorowania na raka jelita grubego, piersi i endometrium. Po latach nauki i pracy w zawodzie lekarza wszystko to widziałam w najczarniejszych barwach i właściwie byłam przekonana, że powoli zabijam siebie...

Wtedy zupełnie przypadkiem dowiedziałam się o Diecie Cambridge. Na jednym z dyżurów w przychodni poznałam Piotra Konopkę, który z entuzjazmem opowiadał o diecie i swoim rezultacie. (Z perspektywy czasu była to zbawienna dla mnie chwila! ) Piotr jako wspaniale odchudzony prowadzi swoje biuro konsultacyjne, gdzie pomaga redukować wagę innym. Gdy poczytałam więcej na ten temat, poznałam też historię innych ludzi i ich sukcesu i podjęłam decyzję – teraz albo nigdy! Czekał mnie jeszcze miesięczny wyjazd do Kenii, z którego zdjęcia przerażają mnie do dziś, bo był to szczyt mojej wagi. Ale jak tylko wróciłam, to pierwszego dnia pojechałam na konsultację, i tak właśnie rozpoczęła się moja przygoda z odchudzaniem i modelowaniem sylwetki w firmie Piotra. Byłam zdeterminowana!

Pierwszy tydzień minął szybko: poznawanie produktów odwracało moją uwagę od tego, że jem ich tylko 3 dziennie, duże ilości wody czasem wspomaganie się bulionem. Chwilowe osłabienie było niczym w porównaniu ze stałym, obserwowalnym spadkiem na wadze. Dieta okazała się super wygodna i przez to była fantastycznym rozwiązaniem dla mnie. Przy dużej ilości pracy nie musiałam myśleć o zakupach, gotowaniu, przygotowywaniu jedzenia na 3 dni z wyprzedzeniem. Miałam zawsze batonika bądź napój ze słomką w torebce. Wybór zup w szafce w pracy, w domu, na wszelki wypadek zapas w samochodzie. Po miesiącu efekt był już na tyle widoczny, że zaczął być zauważalny przez najbliższe otoczenie. Ubrania coraz luźniejsze, samopoczucie coraz lepsze. Do tego na ścisłej diecie VLCD byłam w stadium lekkiej ketozy co powodowało, że miałam więcej energii i siły i nawet nocne dyżury męczyły mnie coraz mniej. Gdy doszłam do 70 kg już czułam się dobrze! Efekty wizualne były coraz bardziej zauważalne. Chociaż były chwile załamania, chęci sięgnięcia po kawałek czegoś… dobrego, pokusy na spotkaniach rodzinnych i w knajpach ze znajomymi. Ile trzeba mieć silnej woli, żeby w pubie zamówić tylko wodę podczas, gdy wszyscy najbliżsi przyjaciele głosują, ze przecież jedno piwo nie zaszkodzi. Trzeba było też determinacji, żeby ze stanowczością tłumaczyć najbliższym, że mimo najszczerszych chęci dzisiaj nie spróbuję ciasta, pierogów, mięsa czy innych pysznych rzeczy.

A jednocześnie czułam, że moje ciało odżywa. Stu procentowe pokrycie zapotrzebowania na witaminy i mikroelementy, które zapewniały 3 posiłki diety Cambridge dziennie sprawiły, ze coraz lepiej wyglądała skóra, włosy, paznokcie. Miałam świadomość, że każda komórka mojego ciała się regeneruje i odzyskuje nowe, lepsze życie. Powrót do aktywności fizycznej: rower, basen, bieganie dodatkowo cieszyły.

Dieta Cambridge pozwoliła mi odzyskać równowagę i, co najważniejsze, zdrowie mojemu organizmowi, a nawet doprowadziła do formy w jakiej moje ciało już bardzo dawno nie było, o ile było kiedykolwiek. Kilkumiesięczne wyrzeczenia były niczym w porównaniu z efektem i uzyskaną zmianą. Polecam!

Joanna Podciechowska