Aleksandra

Prawdziwe historie

Aleksandra Kowalczuk, 34 lata -40 kg

Wyróżnienie w Konkursie „Sylwetka Cambridge 2013”

Konsultant prowadzący – Agnieszka Jaskólska, Gdańsk

„Muszę przyznać że pierwszy raz w życiu, odchudzając się mam poczucie, że naprawdę zmieniam swoje złe nawyki żywieniowe. To proces trudny i powolny, ale ja nie mam innego wyjścia, to moja jedyna droga do zdrowia i szczęścia. Chodzę na basen, jeżdżę na rowerze i codziennie walczę o lepszą siebie. Do chwili obecnej schudłam już 40 kilo i oczywiście „mam apetyt” na więcej! ;)

Nazywam się Aleksandra Kowalczuk, mam 34 lata. Od kiedy pamiętam, byłam okrągłym dzieckiem, ale nie odbiegałam wyglądem drastycznie od innych dzieci. Do czasu ukończenia szkoły podstawowej osiągnęłam wagę 58 kg przy wzroście przy wzroście około 150 cm. Byłam nieco okrąglejsza, ale nie gruba. Niestety z chwilą pójścia do liceum, z roku na rok przybierałam 8-10 kg rocznie. Zawsze byłam energiczną i aktywną osobą, więc wagę nadrabiałam miną i aktywnością fizyczną. Kilogramów przybywało, a ja miałam coraz mniej zapału do walki o swoje ciało i ducha. Sądzę, że od 20 roku życia walczyłam z otyłością z lepszymi i gorszymi efektami, niestety nie udawało mi się trwale schudnąć. To co udało się zgubić wracało z nawiązką. w wieku 24 lat ważyłam około 94 kilogramów, 28 lat 116, około „trzydziestki” 138. Kiedy miałam 31 lat i ważyłam już 148,5 kg przeszłam na dietę, która nie była zbilansowała, ale przyniosła szybkie efekty. Schudłam 40 kilogramów, ale niestety zabrakło mi zupełnie sił na ustabilizowanie wagi, w związku z czym jeszcze przytyłam do 152 kg. Rok chudnięcia, rok tycia. Współczuję mojemu organizmowi. Ponieważ moja otyłość, oprócz wszystkich oczywistych konsekwencji, miała również ogromny wpływ na gospodarkę hormonalną, absolutnie nie mogłam pozwolić sobie na dalsze igranie ze zdrowiem i życiem. a poza tym komu uśmiecha się chodzenie, spanie, wykonywanie codziennych czynności z co najmniej dziewięćdziesięciokilogramowym plecakiem na sobie? Podwyższone ciśnienie, nadmiernie obciążone stawy, zaburzone funkcjonowanie organizmu, to konsekwencje bycia otyłym (wszystko posiadałam :( ). Ja jednak widziałam inne rzeczy jak np.: schody, garderoba, życie towarzyskie. Schody – barometr i wróg grubej osoby, zadyszka na każdym piętrze, a do zdobycia 4 lub 5 pięter, gdyż pech chciał iż większość moich znajomych właśnie na takich wysokościach mieszkała (sprawa oczywista to brak windy). Garderoba – zawsze lubiłam ładne ubrania, ale w rozmiarze jaki nosiłam pozostawał worek na kartofle lub wydanie bajońskich sum, ponieważ ubrania dla grubych są bardzo drogie i dość często wyglądają jak rzeczy przedpotopowe. Oprócz powodów, o których napisałam, omijało mnie mnóstwo fajnych rzeczy: różne sporty, wycieczki, spotkania ze znajomymi w jakiś wyjątkowych okolicznościach przyrody, gdyż do technicznych przeszkód dochodziły duże kompleksy i skrępowanie. We wrześniu 2012 roku za namową mojej Mamy, która całe życie mnie wspiera i również boryka się z wagowymi problemami, zainteresowałam się dietą Cambridge. Skonsultowano mnie z dietetyczką, Panią Agnieszką Jaskólską, zbadał mnie lekarz i okazało się że mam wysokie ciśnienie tętnicze i należy niezwłocznie się tym zająć. Zapoznałam się gruntownie z filozofią diety, stopniami, etapami, produktami. z Panią konsultantką opracowałyśmy plan i przystąpiłyśmy do działania. Do końca lutego uzyskałam wagę 118 kg, następnie przez 2 miesiące stabilizowałam ją i od maja znowu przepuściłyśmy atak na moje zbędne kilogramy.

Aleksandra Kowalczuk